//////
You are here: Home >Archive for the ‘Prawo i przymus’ Category

U INNYCH PLEMION

Tak jak u innych plemion indiańskich, tak tu pojawia się strach przed czarami i czarow­nikiem. W zasadzie tego ostatniego lepiej omi­jać i w przypadku złego uroku udać się na le­czenie do szamana (tymi terminami chcemy od­różnić osoby uprawiające odpowiednio czarną białą magię). Należy zaznaczyć, że czarowni­kami ściągającymi na ludzi choroby, śmierć i in­ne nieszczęścia są najczęściej starzy szamani, których waleczność osłabła i którzy są zazdrośni wobec pnącej się w górę młodzieży. Wobec bra­ku możliwości stabilizacji statusu wojownika jest on bowiem na starość coraz bardziej zagro­żony utratą przestiżu. Kultura Komanczów uświadamia sobie ten potencjalny konflikt i uj­muje go w kategoriach czarów.

NADPRZYRODZONA MOC

Każdy może uzyskać pewną moc nadprzyrodzoną w trakcie wizji i używa jej wówczas na korzyść całej spo­łeczności. Utrata prestiżu rodzi zazdrość, a za­zdrość przemienia magię białą w magię czarną.Szaman jest w stanie wykryć podczas lecze­nia, że choroba została wywołana przez złośli­we czary. Jeśli uda mu się wyleczyć chorego za pomocą czarów przeciwnych, sprawa jest za­mknięta. W innym przypadku bracia ofiary wzywają czarownika, aby odwołał swoje zaklę­cia. Ten zazwyczaj odmawia, nie przyznając się do winy. Wówczas bracia powinni chwycić za broń i zaatakować czarownika lub przynajmniej mu zagrozić. To jednak wymagało silnego cha­rakteru, albowiem czarownik broniąc się mógł zagrozić rzuceniem jeszcze bardziej niebezpiecz­nych czarów.

REPUTACJA CZAROWNIKA

Gdy poszkodowany był samotny, wówczas nie pozostawało mu nic innego, jak tyl­ko opuścić teren działania złowrogiego czarow­nika. Na ogół można przyjąć, że pojedyncze cza­ry pozostawały bez odpowiedzi, chociaż zdarzali się odważni wojownicy, którzy zabijali czarow­nika.Inaczej jest, gdy ktoś ma reputację czarow­nika, potwierdzoną przez kilka zabójstw lub chorób zidentyfikowanych jalko skutek złośli­wych praktyk magicznych. Jest to jedyna oka­zja, kiedy grupa, obóz jako całość, podejmuje działanie profilaktyczne, mające zabezpieczyć społeczność przed dalszymi nieszczęściami.

ZGŁADZENIE OFIARY

Do­chodzi do zgładzenia ofiary wprost lub w bar­dziej wyrafinowany i bezpieczny sposób. Można bowiem doprowadzić czarownika do tego, że złamie swoje własne tabu, a siły magiczne, któ­rymi dysponuje, doprowadzą go do samounices­twienia. Takie postępowanie, jako bezpośrednie, publiczne przywracanie ładu publicznego, jest możliwe dopiero w przypadku recydywy, a po­jawia się chyba we wszystkich społeczeństwach prymitywnych, nawet na najniższym poziomie organizacji. W tym wypadku strach przed złą mocą uniemożliwia działanie w pojedynkę lub z własnymi krewnymi; złoczyńcę muszą atako­wać wszyscy jego sąsiedzi.  

POD WZGLĘDEM ORGANIZACJI

Pod względem organizacji społecznej Indianie Kiowa byli bardziej zbliżeni do sąsiadujących z nimi Czejenów niż do Komanczów, z którymi pozostawali w sojuszu. Znali wiele stowarzy­szeń wojowników o różnym prestiżu w plemie­niu. Towarzyszyło temu hierarchiczne uporząd­kowanie współplemieńców w czterech wars­twach: najwyższej onde, dalej ondegupa, koon.Do pierwszej należeli najwybitniejsi wojownicy, dysponujący dobrze zaopatrzoną spiżarnią, dobrze utrzymanym gospodarstwem nadwyżką koni, które można było rozdawać między współplemieńców. Cechowała ich wiel­ka odwaga w walce i samoopanowanie na co dzień. Status ich był stały i niczym nie zagrożo­ny. Rzadko byli uwikłani w spory i cieszyli się ogólnym poważaniem.

DRUGA WARSTWA

Druga warstwa obejmo­wała mężczyzn rywalizujących między sobą o  osiągnięcie wyższego prestiżu, dlatego też sta­nowili oni największe zagrożenie dla porządku społecznego. Byli wśród nich rzemieślnicy, sza­mani, myśliwi, hodowcy koni oraz ci, których kariera wojenna nie doprowadziła do sukcesu. Trzecia warstwa obejmowała zwykłych śmier­telników, nie zagrażających ładowi społecznemu wobec braku zainteresowania w rywalizacji o     wyższy status społeczny. W czwartej wreszcie znajdowali się ludzie marginesu społecznego — leniwi, pozbawieni dyscypliny, ambicji i sza­cunku dla siebie samych. Oni to dopuszczali się kradzieży wewnątrz obozu i żyli dzięki łasce za­możnych Indian, należących do najwyższej war­stwy.

ATMOSFERA POGARDY

Otaczała ich atmosfera pogardy. Można by przypuszczać, że byli traktowani jak ofiary rozbicia pierwotnej równości w warunkach zwiększonego wskutek wojen i konnych polo­wań dopływu dóbr. Stara ideologia powodowała jednak, że nie byli za kradzieże karani ani też wydalani z obozu.Większość instytucji prawnych ukształtowa­nych u Kiowa, znajdziemy później, w postaci bardziej rozwiniętej, u Cze jenów. Dlatego teraz omówimy tylko jedną, szczególną regułę doty­czącą rozstrzygania sporów. W stosunkach między współplemieńcami do­chodziło nieraz do bardzo ostrych starć. Szcze­gólnie wśród osób mających status ondegupa. Pokrzywdzony szalał, krzyczał, rzucał groźby. Zbierał się tłum, który wdawał się w sprawę.

WOBEC MOŻLIWOŚCI

Wobec możliwości popełnienia zabójstwa poja­wiał się Strażnik świętości plemiennych ze swą świętą fajką. Prosił pokrzywdzonego o po­wstrzymanie się od zemsty i obiecywał załatwie­nie odpowiedniego odszkodowania. Odmowa da­na Strażnikowi była bardzo źle widziana i uwa­żano, że może sprowadzić na śmiałka zemstę sił nadprzyrodzonych. Ktoś szczególnie zawzięty mógł odmówić trzy razy, ale na czwartą inter­wencję Strażnika ze świętą fajką winien obo­wiązkowo ustąpić. W istocie rzeczy do prawdzi­wych tragedii dochodziło bardzo rzadko. Pod­czas gdy pokrzywdzony Czejen zachowywał spokój i konferował z wodzem, to Kiowa sta­rał się robić jak najwięcej hałasu i ostenta­cyjnie zagrażał pokojowi publicznemu.

ZAANGAŻOWANIE W SPRAWĘ

Wie­dział, że w ten sposób zaangażuje w sprawę in­nych, którzy zadbają o właściwe rozwiązanie sporu, nie naruszające interesów społeczeństwa zagrażające powszechnej solidarności. Następ­nie mógł dozować swój upór, którego trwanie świadczyło o wielkości krzywdy, a jednocześnie ujawniało jego charakter. W ostateczności po­jawiała się święta, ceremonialna fajka, której po pewnym oporze trzeba (i można) było ustą­pić. Całkowita odmowa zapalenia fajki równa­ła się wedle przekonania Kiowa, samobójstwu.Przejdźmy teraz do najwyżej zorganizowane­go z: trzech omawianych tu plemion koczowni­czych, a mianowicie do plemienia Czejenów.